Zniknęłam... Z bloga, z domu, z życia...
Pojechałam na przymusowy urlop, na lubińską kardiologię. Serce szalało, tłukło, zwalniało, zrobiliśmy Holtera. Kardiolog zobaczył zapis bicia mojego serca i oczy przetarł, że takich dziwów nie widział jeszcze. Skierował do szpitala. Na kardiologii dziwy, czary-mary, książki rozkładanie, szukanie, szperanie, w głowę się drapanie. Nietypowy zapis ekg.
Pacjentka czuje się niezmiennie dobrze.
Popsuło się przewodzenie - przedsionki i komory kurczą się niezależnie od siebie. Samowolka.
Blok serca trzeciego stopnia.
Stymulator do wszczepienia.
Już tyle razy to przechodziłam - nagłe buch obuchem w łeb. Tym razem mechanizmy obronne zadziałały bez szwanku: to nie koniec świata, wszystko dzieje się po coś, tyle przetrwaliśmy - przetrwamy i to.
Ktoś mądry powiedział mi, że człowiek instynktownie nie wchodzi do zadymionego pokoju, bo wie, że mu to zaszkodzi. Tak samo jest ze strachem w naszej głowie - po co tam wchodzić?
Więc nie wchodziłam do tego pokoju. A gdy z przyzwyczajenia uchylałam lekko drzwi, gryzący dym strachu natychmiast wyciskał mi łzy z oczu. Więc ztrzaskiwałam drzwi szybciutko. A kysz!
Czy Pani kiedykolwiek miała kleszcza?
Pytanie! Ja żyję w kleszczolandzie. Miałam boreliozę.
Może to być atak boreliozy ale w badanich nie wyszła.
Pani jest za młoda na stymulator, bardzo nie chciałbym go Pani wszczepiać.
Echo serca - oprócz przewodzenia wszystko gra.
Pani jest za młoda na stymulator.
Inwazyjne badanie poprzez wprowadzenia do serca elektord przez tętnicę w pachwinie - nie jest tak źle jak myśleliśmy.
Pacjentka czuje się niezmiennie dobrze.
We wtorek przełom - w badanich wyszła borelioza! Świeża.
Podano antybiotyk. Jest szansa, że zadziała.
Dziś zadziałał.
Umykam więc przed ciemnymi chmurami, przed dożywotnią stymulacją, przed metalowym intruzem pod skórą. Umykam prędziutko, bo niepotrzebne mi dodatkowe medyczne atrakcje.
Umykam na zwykły oddział, gdzie nie ma już nakazu leżenia w kłębowisku kabli, w pikaniu monitorów.
Leczenie potrwa 2 tygodnie w szpitalu, i kolejne 2 w domu.
Pacjentka czuje się niezmiennie dobrze.
***
Wybaczcie Kochani Przyjaciele i Czytelnicy tę ciszę z mojej strony. Są takie chwile w życiu, że człowiek chce być sam. Potrzebuje wtedy ciszy i spokoju, by samemu się uspokoić, ukołysać, przemyśleć, przetrawić, przetrwać.
Nie zawsze mogę odebrać tu telefon.
Łatwiej mi odpisywać.
Całą pozytywną energię skierujcie teraz do P., który od kilku dni pracuje na trzy etaty: informatyka, mamy i taty.