czwartek, 8 października 2015

Prowokacja

Jednemu z moich dzieci wyrastają różki. Codziennie przy przebieraniu boję się, że z pieluchy wyskoczy mały ogonek.

Bazyli objawia światu swe nowe, buntownicze oblicze. Na imię mu PROWOKACJA….

Bzyl tak ukochał zabawę w ganianego, że nie sposób go do siebie przywołać – na każde zawołanie w jego oczach uaktywnia się ta chochlicza iskra, i już Bzyl pędzi przed siebie, na oślep, z szalonym śmiechem na ustach. Nie ma sposobu, by go zatrzymać. Ucieka paniom w przedszkolu, ucieka nam na podwórku, w domu, w gościach, na spacerze. Co gorsza, zaczął tez uciekać na zakupach w olbrzymich hipermarketach, a szczególnie upodobał sobie alejki alkoholowe, przyprawiając mnie i przypadkowych świadków o palpitacje serca.

W domu nie jest lepiej – Bzyl nie toleruje słowa POCZEKAJ. Każda jego prośba musi być spełniona – natychmiast. Odmowa lub odebranie mu czegoś  automatycznie aktywuje u Bzyla tryb DEMOLKI. W ruch idą krzesła, kubki, książki, sztućce, zabawki, a nawet segregator z obrazkami do komunikacji. Wszystko, co Bzyl miał pod ręką, fruwa po pokoju. Towarzyszą temu dzikie wrzaski i skrzeki. I to spojrzenie – wyzywające, władcze, okropne.

Jesteśmy PROWOKOWANI. Co dzień, co chwilę.

Bzyl rzucił światu wyzwanie. Zgaduj zgadula, czy mam humory, czy tu chodzi o jakiś głębszy problem? Czy to próba poszerzania swoich dziecięcych wpływów, czy niemy krzyk wołania o pomoc?
Autyzm czy wredny charakter?


Nerwów trzymać na postronku nie sposób. Roś chowa się w siebie, a nasza pozostała trójka wrzeszczy, tupie, trzaska drzwiami. To jest walka. To jest ring. To jest powstanie.

I gdy łapię się na tym, będąc w samym epicentrum tej zawieruchy, że od godziny prowadzę myślowy (i, niestety, słowny) monolog składający się tylko z przekleństw, to robi mi się smutno.

Takie to nasze, kalekie, TU i TERAZ.

Brak komentarzy :

Publikowanie komentarza