piątek, 29 marca 2013

Tajemnica

Jest godzina 3.20. W nocy. Piękna pora na pisanie bloga. Ale jak człowieka przypili, to nie ma mocnych..

Bazyli teleportował się ze snu w jawę około pierwszej, a ja wraz z nim. O trzeciej zdesperowana zwróciłam się o pomoc do Teletubisiów (które pomału stają się pełnoprawnymi członkami naszej rodziny). Bzyl zajął się oglądaniem, a ja wmawianiem sobie, że absolutnie jestem już na Teletubisie za duża i sen to najlepsze dla mnie wyjście w tej sytuacji.

Sen nie przyszedł. Za to niesforne myśli pogalopowały w różnych kierunkach. Patrząc na Bzyla wpatrzonego w ekran, przeplatały się we mnie skrajne uczucia: od wielkiej czułości, przez rozbawienie, po wściekłość i żal. I wtedy przypomniałam sobie wiersz, który dawno, dawno temu napisał dla mnie mój Tata. Mama chorowała wtedy na raka, leczyła się daleko od nas. Byliśmy sami, zdani na siebie. Moje 7-letnie serce zdominowała przejmująca tęsknota za Nią. Jego- zapewne paraliżujący strach. Nagle musiał być Mamą i Tatą. Przybiegłam do Niego z pamiętnikiem prosząc, żeby mi się wpisał (ręka do góry, kto też takie wpisy zbierał z wypiekami na twarzy?). Pamiętam, że długo siedział przy biurku, pochylony nad pamiętnikiem, skupiony, nawet niezdarnie namalował coś kredkami. A potem przeczytałam słowa, których głęboki sens rozumiem najlepiej dziś, gdy sama jestem Matką:

 

Jak deszcz, co rosi kwiatki w potrzebie


Tak moje życie przecieka w... Ciebie


Jak kwiatek z ziarna pędy puszczając


Rośniesz i kwitniesz mnie... wysuszając


A jednak mnie to zachwyca!


Czemu? To... Tajemnica...

Brak komentarzy :

Publikowanie komentarza