sobota, 30 marca 2013

Porządki

W kuchni mamy dwa rozgrzane piece. W jednym pieką się dwie blachy ciasta marchewkowego na mące żytniej. Drugi piec biega i dokazuje - to Bzylek. Od rana rozgrzany do 38 stopni Celsjusza.  Jak świętować, to na całego.. Roszek, o dziwo, się trzyma. Obaj mają katar od dwóch tygodni, i na razie u Rocha na tym koniec. Ale nie łudzę się.



Chłopcy pogięli świeżo wyprasowane obrusy.

Ćwiczą zaginanie czasoprzestrzeni - tłumaczy mi spokojnie P., skutecznie przemieniając mój paskudny grymas w uśmiech.



Padłam poobiednią porą na podłogę, małe stópki wymasowały mi plecy. Lubię to, i te małe stópki o tym dobrze wiedzą :)

I nie, wcale nie napiszę, że chatynka wyszorowana na błysk, wszystko lśni i ani grama kurzu nie uświadczysz. Nie, takie rzeczy to tylko w Erze...   U nas dom jest "względnie ogarnięty". Lubię to sformułowanie, bo zostawia taki wentyl bezpieczeństwa, że, owszem, nie pozabijamy się o wszędzie porozrzucane zabawki i meble nie lepią się od brudnych śladów małych rączek, ale do Perfekcyjnej Pani Domu mi daleko. Na szczęście!



A dla wszystkich, którym przedświąteczne porządki odbierają całą radość ze świętowania, krótki film, ku przestrodze:


Brak komentarzy :

Publikowanie komentarza