Trudny to czas. Sama siebie przygotowuję psychicznie, tłumaczę sobie, jakie etapy rodzicielstwa specjalnej troski przechodzimy.
Po czasie mobilizacji i nadziei (Dzieci są jeszcze malutkie, mamy masę czasu... Wypracujemy to... Jeszcze rozwiną skrzydła... Niedługo zaczną mówić... Znajdziemy sposób, by im pomóc...) przychodzi niepostrzeżenie etap drugi... Bolesny i chyba najtrudniejszy.
Bo lata mijają, a nic się nie zmienia.
Bo specjaliści i terapie i leki, a dzieci nadal milczą.
Bo lista problemów, zamiast maleć, ciągle się wydłuża.
Bo każde pokonane trudne zachowanie niesie za sobą kolejne, nowe fiksacje.
Bo zmęczenie narasta, a obowiązków przybywa.
Bo ich alienacja moich dzieci pogłębia się i coraz trudniej wejść do ich świata.
Docierać zaczyna do nas, że być może Roch spędzi całe życie w pieluszce, Bzyl nigdy nie przemówi i nie zagramy nigdy całą czwórką w grę planszową.
Wiem, to nie koniec świata.
Żyją, śmieją się, broją.
Do zasikanych, zakupanych ubrań/pościli/dywanów doszły obfite krwotoki z Bzylowego nosa. Taki czas - klei się nam do palców, obkleja dusze smarem i smrodem.
Przetrwamy to, jak zawsze, jak wszystko.
Tylko trudniej mi "być", rozmawiać, potakiwać, nadążać, trudniej uczestniczyć.
Najbezpieczniej jest w schronie domu i osób, które mają podobne doświadczenia. Bo kontakt ze zwykłym światem coraz częściej boli. Bałam się tego, obiecywałam sobie, że nie dopuszczę.
A jednak.
Pani Magdo. Czytam od dwóch lat Waszego bloga. Wiem,że tak naprawdę nie mam pojęcia,co przeżywacie.Chcę tylko napisać,że jestem. Myślę o Was. Przytulam. Ewa B.
OdpowiedzUsuńNie umiem pomóc, pocieszyć, a nie chcę rzucać pustych i irytujących: będzie dobrze. Bo tego nikt nie wie. Wierzę głęboko, że będzie dobrze, ale niekoniecznie w sposób, jakiego sobie życzycie. Być może "dobrze" objawi się któregoś dnia spokojem duszy, która zaakceptuje w pełni to co się dzieje i to, co się nie dzieje. Być może dokona się przełom w stanie chłopców. Wiadomo jedno - ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo, można ich przytulić, ucałować, nacieszyć oczy widokiem śpiących zarumienionych buziek. Tylko tyle i aż tyle. A nadzieja pozostaje zawsze.
OdpowiedzUsuńPrzytulam mocno, żałuję że mieszkam daleko i nie mogę wesprzeć w codzienności. Życzę ukojenia.
Iza
A jaki to jest ten zwykły świat? Zwykłość to pojęcie względne. Może ten Twój jest bardziej zwykły i normalny niż wiele innych wokół? Twój świat jest pełen miłości i oddania. Czy nie to powinno być normalnością? Życzę radości
OdpowiedzUsuńMoże trzeba przesunąć trochę horyzont aby słońce znów zaswiecilo?
OdpowiedzUsuńNam to pomogło i słońce święci większość czasu ;)