wtorek, 29 sierpnia 2017

BOR

W tym roku P. nie mógł z nami pojechać nad morze na cały tydzień. Nowa praca i te sprawy... Jak zatem przeżyłam tę wyprawę z Endorfinkami ? - spytacie. Otóż nie byłam sama. Nigdy nie jestem.

Mam zaszczyt przedstawić Wam moja prywatną Ekipę Do Zadań Specjalnych:

Babcia


Roszkowa Bogini.
Do kochania, przytulania, rymowania, wygłupiania, opowiadania.
Niezastąpiona.






Dziadek


Ukochany kompan Bazylka. 
Do wędrowania, gilgotania, biegania, wspólnego milczenia, rozpieszczania nowymi zabawkami.
Niezastąpiony.










I moja Mała Mi, już nie taka mała, czyli Ciocia.


Konsekwentna, cierpliwa, śpiewająca, wysłuchująca, uspokajająca.
Niezastąpiona.






Moje Komando. 
Moje Biuro Ochrony Rodziny.

Mój Fundament.






Trwają ze mną w tych dobrych, i złych chwilach. Kochają, wysłuchują, dają z siebie, ile mogą.
Kocham Was i bardzo Wam dziękuję za tę bezwarunkową miłość, za mądrość i wsparcie.



niedziela, 27 sierpnia 2017

Tydzień

Wróciliśmy. Tydzień nad morzem to mało, gdy spragnieni jesteśmy spokoju, ciszy i ukojenia w szumie morskich fal. Jednak ten sam tydzień to dużo, gdy ma się pod opieką dwie Endorfinki - rozbiegane, pełne energii i często - kapryśne.

Tydzień. W sam raz, by nacieszyć się morzem i zdążyć stęsknić za domem.
I by napstrykać ładnych zdjęć. Mam ich tyle, że przez kolejnych kilka wpisów będziemy się delektować :)




 










































środa, 23 sierpnia 2017

Wakacyjny Pamiętnik Endorfinek czy.2


Wkurzają mnie te wakacje. Przez dwa dni było zimno i wiało. Na plaży zaordynowałem, że mają ogrzać wodę natentychmiast, bo chcę się kąpać. Nie posłuchali mnie, tłumaczyli coś, że się nie da, że nic nie poradzą, że trzeba poczekać. W moim słowniku słowo czekać nie istnieje, więc im urządziłem jesień średniowiecza w sierpniu. Dziś nareszcie było ciepło, więc dla odmiany znudziła mi się plaża. Nie będę siedział w jednym miejscu jak idiota jakiś. Zwerbowałem Dziadka do mojego Komando i łazimy gdzie się da.

Aha, zostałem pogromcą węży. I padalców. I żaby. Dziadek z Babcią maczali w tym palce. Zobaczycie na zdjęciach, jak mama tu wklei.
No i zostałem kowbojem.
B.

Ja jestem grzeczny. Jak zawsze. Biegam sobie wzdłuż brzegu, ten dziwny, mokry Stwór liże mnie po stopach i to jest takie fajne! A jak zmęczy mnie bieganie i wiatr to chowam się za parawan i przyglądam się ziarenkom piasku. Podoba mi się.
Nikt o tym nie wiedział, ale zaczęli się domyślać już - zabrałem tu ze sobą Teletubisie. Wszystkie cztery! Są ze mną wszędzie - ganiamy się, bawimy, przekomarzamy. Tylko Mama z Babcią się smucą, że odjechałem do innej galaktyki - gadam ciągle do siebie i nie ma ze mną kontaktu. Też mi problem! Ja się świetnie bawię i nie gadam sam do siebie tylko do Teletubisiów.
R.

Ps. Mama kupiła takie dwa kamyki i mówi, że to jej synowie. Wypisz wymaluj. Że niby ja to który?
B.


sobota, 19 sierpnia 2017

Wakacyjny Pamiętnik Endorfinek czy.1

Przywieźli nas tu znowu. Do tego szumiącego, mokrego Stwora. Postanowiłem brać życie na klatę i... wykąpałem się w nim. Pierwszy raz. Wszedłem powoli, z Babcią. Było strasznie zimno i krzyczałem jak niedźwiedź Grizzly. Ale spodobało mi się. Dostałem czkawki z zimna i trzęsłem się jak osika. Ale wlazłem znowu. A co!
B.

Mam w życiu nowy cel. Zostanę maratończykiem. Muszę ciężko trenować bo do tej pory bieganie nie było moją najmocniejszą stroną... Ale to się zmieni. Przebiegłem dziś na plaży z 10 km. Tam i z powrotem. Tam i z powrotem. Tam i z powrotem.
A najlepsze jest to, że Oni biegali za mną! Tam i z powrotem. Tam i z powrotem. Tam i z powrotem.
R.

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Zapadnia

Ostatnio wydawało mi się, że jestem już od dawna pogodzona z tym, że nasze Endorfinki są przybyszami z innej planety i nasze wspólne życie nigdy nie będzie wyglądało tak, jak w rodzinach ze zdrowymi, gadającymi dziećmi. Nieźle sobie radzę - myślałam - akceptuję, czasem nawet kocham tą naszą pokręconą codzienność.

Słowo klucz: WYDAWAŁO MI SIĘ. Gdzieś w głębi siebie wiem, że to pozory tylko, taki lukier dla zmyłki.

Wychodzimy z domu, zamykam wszystkie drzwi tarasowe i wejściowe, bo nikogo w domu nie będzie, a my jedziemy na terapię. I to się Bzylowi nie podoba. Te drzwi zamknięte, które z reguły przez większość ciepłych dni stoją otwarte. Nie pomagają tłumaczenia. Bzyl wpada w rozpacz. I krzyczy, krzyczy, krzyczy. Przez całą drogę.

Jedziemy samochodem, z tyłu, obok wrzeszczącego Bzyla kuli się wystraszony Roszek. Bezradność. Nie wiem, o co chodzi mojemu dziecku. Znowu nie wiem. Nie wiem, jak się zachować. Jak uchronić Roszka. Jak ulżyć Bzylowi. Jak przetrwać tę podróż. Zaciskam zęby. Chciałabym zacisnąć też powieki, żeby powstrzymać łzy, ale nie mogę, bo prowadzę.

Tyle razy już to przechodziłam - nagle otwiera się pode mną zapadnia i z pozornego spokoju i poczucia bezpieczeństwa ześlizguję się do tego ciemnego, smutnego pokoju bez okien. Pokoju, gdzie wszystkie ściany obklejone są czarnymi, najczarniejszymi myślami, a w ramkach wiszą podobizny wszystkich potworów z mojej głowy. To takie moje zesłanie - na dzień, na dwa. Zesłanie na wewnętrzną Syberię, gdzie błądzę pośród pytań bez odpowiedzi, w labiryncie lęków i poczucia straty.

Zawsze, gdy wydaje mi się, że kocham swoje życie i rolę, jaką mi w nim przydzielono, nagle otwiera się zapadnia.

Wychodzę z niej, zazwyczaj o własnych siłach. Gramolę się po jej stromych pochyłościach do góry, do świata, bo tęsknię za światem i za miłością. Tęsknię za dziećmi i mężem, za swoim życiem.

Wracam i jestem. I kocham. Staram się. Żyję.

Ale jakaś mała część mojego serca, najmniejsza i najcichsza, zawsze krzyczy.

piątek, 11 sierpnia 2017

Ślimak

- Mamo, pomóż... - budzi mnie chrypka Roszka i przecieram oczy z rozespania i z niedowierzania. Powtarzałam to Roszkowi za każdym razem, gdy z czymś sobie sam nie radził - zakładaniem butów, samodzielnym jedzeniem, włączaniem grającej zabawki. Mamo, pomóż. Mamo, pomóż. Mamo, pomóż. Jak mantrę. I dziś rano, po setkach powtórzeń, chyba wgrało się na dysk twardy.

Roszkowa komunikacja to takie gotowce wdrukowywane przez nas mozolnie w jego DNA. Pomalutku, w klasyfikacji ślimaczej, pełzniemy do zlepków słów, do komunikatu z początkiem i końcem, do zdania najprostszego.

Jest coraz lepiej. Coraz więcej słów, coraz więcej próśb artykułowanych werbalnie.

Chciałabym móc zaginać czasoprzestrzeń - żeby Roszek miał czas na naukę w swoim żółwikowym tempie i żeby zdążył nauczyć się wyrażać siebie, zanim świat się skończy.

piątek, 4 sierpnia 2017

Słowo

Jest takie jedno słowo, które zawiera w sobie cały wszechświat, całą miłość uniwersum... Jedno jedyne słowo, na które tak długo czekałam..

Słowo zaklęcie.


Dziś pocztówka dźwiękowa...
Komentarz do niej niepotrzebny...
:):):):):):):):):):)