poniedziałek, 9 kwietnia 2018

Nie umielaj!

Hamakujemy sobie z Roszkiem. Bawimy się w "jaka to melodia', czyli Roszek zapodaje pierwsze słowa, ja się domyślam o jaką piosenkę chodzi i śpiewam mu wedle życzenia.



 Prześpiewaliśmy już hity Arki Noego, Małego Wu Wu i nagle...
- Siebie chloń!
- Siebie chroń?
- Kak! Nie umielaj!

No spuchłam z  dumy niesamowicie! Bo to o naszą rodzicielską piosenkę chodziło, tymi "ręcami" pisaną i graną i tym gardłem wychrypianą. Oj Roszku, jaka Mamusi frajdę zrobiłeś!

I zaśpiewaliśmy sobie :)


Jeśli zaś ciekawi Was co u Bazylka, to szybciutko donoszę, że oprócz zajadania się kiszonymi ogórkami, wskoczyliśmy na wyższy poziom wtajemniczenia jeśli chodzi o kuchnię jarską - Bazyli pokochał gotowaną kapustę! A wszystko przez babcine gołąbki kochającą ręką przygotowane na święta. Dziś powtórzyłam manewr z kapustą, robiąc wegetariańskie gołąbki dla leniwych, czyli bez zawijania. Kapusta zniknęła z bzylowego talerza raz dwa!

Hura!

Brak komentarzy :

Publikowanie komentarza