czwartek, 24 maja 2018

Gdybym...

Wracam myślami do obu moich ciąż... Czekaliśmy na Roszka jak na Cud. Zafiksowałam się na byciu mamą, a jak na złość, miesiące mijały, a ciąży nie było... Zamartwiałam się, że może przez moją tuszę nie mogę zajść w ciążę i wtedy, w 2008 roku jedyny raz udało mi się schudnąć 15 kg w trzy miesiące. Z miłości do tego dziecka, na które tak bardzo czekałam. Obaj chłopcy odwdzięczyli mi się pięknie za to poświęcenie, bo w każdej ciąży bardzo chudłam (!).

Tutaj Roszek w trzecim miesiącu ciąży.
 Jeszcze bezpieczny, skulony w dziupli macicy.

I wreszcie udało się, zobaczyłam dwie kreski na teście ciążowym!!! Boże, jakie to było szczęście! Głośne, rozkrzyczane, histeryczne wręcz! Pierwsza połowa ciąży byłą sielanką. Bardzo się starałam. Jako  wieloletnia wegetarianka podjęłam nawet próby zjedzenia ryby - dla dobra dziecka - ale było to okraszone taką ilością łez, ze P. zwolnił mnie z tego zadania bardzo szybko.

A potem... padały diagnozy, jedna za drugą, na chwilę świat runął w nicość. Pamiętam jak dziś - patrzyłam tępo na wściekle kolorowe łóżeczko i piękną pościel (bo tylko to zdążyliśmy kupić) i nie widziałam nic, tylko ciemność i burzowe chmury.
Jednak najgorsze wiadomości można oswoić, otulić akceptacją i wyłuskać radość nawet z najsmutniejszej rzeczywistości. Tego uczą mnie moje dzieci. Resztę ciąży pławiłam się w endorfinach, otoczona magicznym światłem i zewsząd płynącą miłością. Roszek nosi to w sobie do dziś. Widzę ten mój spokój w jego uśmiechu.

Wbrew wszystkiemu - samo szczęście!
Wszystkim chwaliłam się, jakie wyjątkowe dziecko noszę pod sercem,



Ciąża z Bazylkiem była inna - pełna niepokojów. Uwagę od dziecka, które nosiłam pod sercem, skutecznie odciągały problemy zdrowotne już urodzonego Roszka. Codziennie wieczorem płakałam usypiając Roszka, żegnałam się z nim w myślach i wszędzie widziałam białe trumienki. Czekaliśmy na operację serca. Na Mount Everest naszego życia (tak mi się wtedy wydawało). Bazyli nosi te moje strachy w sobie, widzę to w jego nerwowości, w ciągłym psychicznym głodzie. Niestety.
Na szczęście szybko się opamiętałam i postanowiłam celebrować TU i TERAZ. W drugiej ciąży wszystko wskazywało na to, ze urodzę dużego, zdrowego chłopczyka (już na zdjęciach 3d z usg był śliczny!). Wielka ulga i rosnący apetyt na normalne macierzyństwo....

Czekamy z Roszkiem na Bazylka! 


Jak potoczyła się nasza historia - dobrze wiecie. Dwa orzeczenia, kilka jednostek chorobowych, wiele trosk i dwie osobowości pełne supełków, które od lat próbuję rozsupłać, pętelka po pętelce.

Możecie wierzyć lub nie, ale do dziś mam takie myśli - gdybym wtedy (będąc w ciąży z Roszkiem) nie podniosła tego telewizora, nie urodziłby się za szybko! Gdybym nie malowała tych słupków olejną farbą - może nie miałby autyzmu... Gdybym schudła bardziej przed ciążą... Gdybym jadła ryby... Gdybym jadła mięso... Gdybym jadła mniej/więcej/ zdrowiej/mądrzej....

Taaak....

Co do ciąży Bazylego mam jeszcze więcej zastrzeżeń. Bardzo długo byłam przekonana, ze Bazyli ma autyzm, bo jadłam za dużo ciastek i cukru.

Te myśli wracają, bo każda kochająca matka chciałaby mieć pewność, że nie przyczyniła się do choroby swoich dzieci... Po prostu. Że nie przyłożyła do tego w żaden sposób ręki.

Dlaczego o tym piszę?
Zwróciła się do mnie z prośbą o pomoc pewna Pani (wolę myśleć: dziewczyna, bo jesteśmy w podobnym wieku). Kasia ma wiele schorzeń, w tym porażenie mózgowe i postępującą cukrzycę. Ma problemy z poruszaniem się. A winnym tych problemów jest... FAS. Słowo, od którego brzmienia zawsze przechodzą mnie ciarki... To słowo oznacza matkę, która zawiodła. Matkę, która skrzywdziła swoje dziecko... Taki oksymoron... Na szczęście Kasia trafiła do rodziny adopcyjnej, dziś pracuje i pisze bloga. I walczy, ciągle walczy, już od 32 lat, walczy z tym, co sprezentowała jej własna matka... :(

Tutaj możecie pomóc Kasi, udostępnić jej historię, wpłacić pieniądze, zostawić dobre słowo.

Trzymaj się Kasiu!!!

A ja oficjalnie przyrzekam nigdy więcej nie zawracać sobie głowy tym, że gdybym w ciąży....

1 komentarz :

  1. Mnie też się wydawał, że zawiodłam, bo... nie rodziłam naturalni, bo za krótko karmiłam, bo moja córunia urodziła się ze zdeformowanymi lekko małżowinami usznymi, i podgiętymi stópkami... To może wpędzić w psychozę...

    OdpowiedzUsuń