sobota, 4 sierpnia 2018

Z pamiętnika Endorfinek cz.1



Przyjechaliśmy odwiedzić Mokrego Stwora. Okazał się nie taki zimny jak ostatnio, więc pozwoliłem Mamie trochę mnie zanurzyć. Niech ma, niech się cieszy, niech trajkocze, że "wreszcie i Roszek skorzysta!". Co mi tam... Wszystko zniosę byleby dali w spokoju piach zjadać i biegać wzdłuż Stwora.
Tata został na razie w domu. Będzie nam robił w pokoju remanent czy jakoś tak.
R.


Przez całe wakacje jem co chcę! Wyobrażacie sobie? I pierogi, i chlebek, i nawet lody! Mama mówi, że to taki eksperyment czy dieta w ogóle działała. Mi się bardzo podoba bez diety - żyć nie umierać - wreszcie sobie pojem jak człowiek a nie: ciągle tylko jakieś bezgluteny, beznabiały, bezcukry... Ale Mama mówi, że jednak mi to zwykłe jedzenie szkodzi. Ja tam nie wiem, ale rzeczywiście przeraża mnie coraz więcej rzeczy - w domu panicznie boję się żyrandoli i pomarańczowych kubeczków do picia. I wody, niestety, też się boję: i pod prysznicem, i na basenie, i nawet tu - u Mokrego Stwora. Chciałbym bardzo dać mu się polizać po nogach, ale jakoś nie mogę. No boję się i już. Zasnąć w tym drewnianym domku też było straszno, ale na szczęście mam ze sobą wszystkie moje amulety. One mnie ochronią, dlatego nie rozstaję się z nimi na krok!

B.



Brak komentarzy :

Publikowanie komentarza