poniedziałek, 25 lutego 2019

8

Mój młodszy syn miał urodziny....
Dawno nie mieliśmy tak trudnego weekendu....

Jak to opisać, żeby nie biadolić, ale żebyście poczuli na chwilę klimat mojego serca? Ano krajobraz chwilowo jest arktyczny. Z gdzieniegdzie wybuchającymi gejzerami gniewu i szału. A nad tym wszystkim na niebie wisi wielka czarna dziura i zasysa wszystko, co dobre.
Wiem, że to minie. Ot, spadek formy - mój i P., burza hormonów, zwykłe zmęczenie. Ale jednak epicentrum tej zadymy to Bazyli. Od lat ośmiu. Niezmiennie...

Czasem myślę sobie, że zbyt lekko przyjęliśmy diagnozy dotyczące Roszka. Zbyt szybko otrząsnęliśmy się z piachu i kurzu i ruszyliśmy z uśmiechem na wprost nieznanemu. Wystarczyły nam dwa dni ciemności, by powitać swe przyszłe dziecko z miłością i radością. Choć miało mieć potężną dziurę w sercu, skośne oczy i rozumek wielkości orzeszka. A nawet mieliśmy w sobie na tyle siły i nadziei, że się tym oczekiwaniem chwaliliśmy, celebrowaliśmy ten trudny czas, gdy, wraz z przyjściem na świat Roszka, życie miało się nieodwracalnie zmienić i wciągnąć nas brutalnie w bolesny magiel chorób, szpitali, operacji, strachu i wielkiej bezradności.

Byliśmy dzielni. Byliśmy młodzi. Byliśmy miłością i nadzieją.

Komuś, kto rozdaje karty tam na górze, mogło to zaimponować. Mógł uśmiechnąć się pod nosem, otrzeć nawet łzę wzruszenia i pomyśleć, że taka dobra energia nie może się zmarnować.

I dał nam Bazylka....



To największa w moim życiu lekcja. Na razie ją oblewam. Sama przed sobą. Z łagodnej, nieprzeklinającej nigdy osoby, pełnej ciepła i empatii, która uwielbiała dzieci i zawsze potrafiła wymyślać dla nich wspaniałe przygody, zmieniam się w dziwną, znerwicowaną, klnącą jak szewc, wybuchową, nawet agresywną wiedźmę. I to nie jest wina Bazylka, choć swoim charakterem nie ułatwia sprawy. Może to jest wyzwanie ponad moje siły? Może zawodzę, bo jednak nie mam w sobie tylu pokładów cierpliwości na ile liczyłam? Zawodzę, bo w porę nie obudziłam się z letargu, nie nauczyłam moich dzieci podstaw samodzielności, nie zacisnęłam zębów i nie doprowadziłam żadnej terapii do końca? Może posłuchałam nie tych, co trzeba? Albo nie posłuchałam siebie, gdy był jeszcze na to czas?

Dokąd nas zaprowadzi ta trudna wspólna droga z Bazylim? 
Do oświecenia czy do psychitryka?

11 komentarzy :

  1. Bóg nie daje nam więcej niż jesteśmy w stanie udźwignąć...
    z drugiej strony,Twoje słowa Madziu.... nie ma czegoś takiego jak limit nieszczęść....
    na szczęście dzieciaki dają nam duuużo szczęścia i siły na kolejne trudne chwile

    OdpowiedzUsuń
  2. Pani Magdaleno siły życzę dużo siły! I w dalszym ciągu ogromnie wierzę, że odnajdzie Pani ten kluczyk...

    OdpowiedzUsuń
  3. Podziwiam! Chylę czoła! Wiem dokładnie przez co przechodzicie. Moja siostra ma bliźniaki 18 letnie które na początku miały zdiagnozowano autyzm a później okazało się, że jest to łagodniejsza postać autyzmu-zespół Asparegera. Jestem że Strzelina. Moją dobrą znajomą jest Maria Kostyszak i Siacho. Bardzo wzrusza mnie Państwa historia. W Naszym mieście a właściwie na wsi obok jest bardzo dobry ośrodek dla leczenia dzieci o różnych postaciach niepełnosprawności w tym dzieci z zespół em Dauna i autyzmem. Może warto spróbować właśnie tam pojechać z dziećmi. Ośrodek miesci się w miejscowości Mikoszów jego nazwa to Ośrodek św. Celestyna. My mówimy tu prostu Celestyn. Myślę, że warto spróbować.Moja siostra bardzo sobie chwali. Chłopcy do tej pory-mimo, że są pełnoletni-korzystają z różnych terapii. Ona też miała dużą pomoc psychologiczną dla siebie i męża. Najlepiej zadzwonić a na pewno państwo uzyskacie szczegółowe informacje. Może Pani zadzwonić do mnie i możemy na ten temat porozmawiać. Może chociaż w taki sposób mogę pomóc. Pozdrawiam serdecznie! Liliana Majewska. Mój nr tel. 600956368

    OdpowiedzUsuń
  4. Znam te trudne chwile, też klnę jak szewc... Życzę, żeby jasne dni przyszły jak najszybciej. Jesteś najlepszą mamą dla swoich dzieci, bądź dla siebie wyrozumiała i serdeczna mimo wszystko. Tak by Ci powiedzieli Twoi synowie, jestem tego pewna.

    OdpowiedzUsuń
  5. Pewnie nigdy do końca nie będę potrafiła się wczuć w Waszą sytuację, ale wierz mi, ze ja przy dwójce dzieci też czasami sama siebie nie poznaję i zastanawiam jak mogłam to czy tamto zrobić czy powiedzieć. Chyba mało kto ma anielską cierpliwość, gdy jest z dziećmi non stop. Nie będę Ci doradzać, bo za mało wiem. Ściskam Was tylko i przesyłam moc miłości, by po każdej burzy było słońce!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Doskonale Cię rozumiem Madziu. Życie z moją Gabryśką to piekło na ziemi. Tak jak mówisz, wcześniej byłam młodsza,mniej znerwicowana. Pełna nadzieji i przekonań. Dziś jestem zniszczoną,zrezygnowaną 35cio letnią kobietą która poświęciła życie dziecku. Dziecku które nie rzadko mnie wykoñcza :( Musimy częściej do siebie dzwonić. Będzie nam łatwiej :*

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja czasem też zadaję sobie to pytanie :(

    OdpowiedzUsuń
  8. Bazylkowi z okazji urodzin dużo szczęśliwych dni, mniej lęku, gniewu, rozwoju komunikacji. Pani , mężowi dużo dobrego humoru, sił, wiary w siebie. Nieraz sobie już myślałam, by napisać, że Wam kibicuje.

    OdpowiedzUsuń
  9. Czytam Endorfinkowego bloga od dawna - myślę, że robi Pani wszystko co Pani potrafi, żeby być najlepszą mamą dla chłopaków. Wszystko! Słucha Pani ludzi, których uznała Pani w tłumie innych za najlepszych. Szuka Pani pomocy. To normalne, że czasem nie wychodzi tak, jak byśmy chcieli, porażki są wpisane w naszą naturę. To normalne, że bywa Pani wściekła i znerwicowana, niecierpliwa, a może i wiedźmowata... Ma Pani prawo czuć to wszystko, co Pani czuje - może złość, może niemoc, może bezsilność - nie wiem. Ale cokolwiek Pani czuje - to ma Pani do tego prawo. Przytulam.

    OdpowiedzUsuń
  10. Madziu, doskonale wiesz,że po burzy znowu wyjdzie słońce. Jesteś cudowną mamą. Trzymam kciuki, aby już przyszedł dla Was lepszy czas. Wszystko dobrego dla ośmiolatka.

    OdpowiedzUsuń
  11. Pani Magdo, taki smutek w Pani oczach... Mimo, że nie znam Pani osobiście, to często o Pani myślę i tu zaglądam. Mam nadzieję, że kiedyś w Pani oczach pojawi się radość. Nie na jeden dzień, ale na dłużej. Że będzie lżej. Jest Pani człowiekiem z piękną duszą. Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń