czwartek, 16 sierpnia 2018

Pocztówki znad morza cz.1

Wróciliśmy.

Kocham polskie morze. Za pieszczenie wszystkich zmysłów naraz. Za przebogatą ferię barw. Za bezkresny horyzont.

Uwielbiam robić zdjęcia na plaży. Szczególnie, gdy niebo zasnuwają chmury. To raj dla fotografa amatora! Bardzo trudno jest uchwycić Endorfinki w bezruchu lub patrzące w obiektyw (marzenie!), więc napstrykałam prawie tysiąc zdjęć... I, jak zwykle, zamierzam częstować Was tymi pocztówkami znad morza na blogu.

Przeżyjecie?























                           

                         





sobota, 11 sierpnia 2018

Z pamiętnika Endorfinek czy.2



Jest całkiem fajnie. Zakumplowałem się na dobre z Mokrym Stworem. On mnie liże po nogach ciągle, co mi się bardzo podoba. Cały dzień mógłbym tak się z nim bawić.
Zdarzyła mi się jedna przykra przygoda - podobno tak się wierciłem, gdy mama nacierała mi twarz takim białym kremem (po co?), że niechcący wtarła mi go do oka. Ale piekło! Z tej rozpaczy tarłem oko ręką, a ręka była cała w piachu (normalka) więc zrobił się z tego niezły bajzel (w moim oku). Ale przetrwałem! A potem uciekłem im nad morze. Sam! Niestety Dziadek dogonił mnie przed samą plażą... A miało być tak pięknie...
Rok temu ćwiczyłem biegi maratońskie, w tym roku postawiłem na... chodzenie tyłem! Trzeba się rozwijać i nie wiadomo, jaka umiejętność przyda nam się w przyszłości. Tak więc za każdym razem, gdy wracamy od Mokrego Stwora, idę tyłem. To znaczy - twarzą do niego, bo ciężko się rozstać. A jak mi znika z oczu to już tak fajnie mi się idzie tym tyłem, że idę tak aż do naszego domku, czyli kilkaset metrów. Mamę trochę to wzrusza, a trochę denerwuje, bo nie interesuje mnie, czy ktoś inny jest na drodze, czy jedzie wózek, idzie pies na smyczy - ja idę środkiem i tyłem, jestem dyrektorem tego traktu i mi wolno. Niech inni się pilnują, a co! Jak Mama mnie próbuje przytrzymać albo przesunąć to robię jej karczemną awanturę. Szef może być tylko jeden!

R.




Mój brat ma rację. Szef może być tylko jeden i jestem nim Ja. Dwa pierwsze dni dałem im spokój i byłem całkiem grzeczny. A potem zgubili nad morzem mojego ulubionego węża! Jakoś się trzymałem, ale w domu dotarło do mnie, że już go nigdy nie zobaczę... I była awantura. A potem Mama zabrała mnie na pokaz węży. Prawdziwych! Bardziej od nich interesowały mnie jednak moje dwa gumowe węże. Tak nimi mocno potrząsałem, że uderzałem chłopca przed nami. Mama kazała mi się odsunąć ale ja nie chciałem. To było moje miejsce! Więc się rozdarłem jak to tylko ja potrafię. Zagłuszyłem całe show. Mama się spociła bo wszyscy na nas patrzyli z przerażeniem. Od tego dnia codziennie robię im jedną awanturkę-przypominajkę. Zazwyczaj o węże. Choć Dziadek kupił mi nowe i nawet jedną jaszczurkę.
Mamy tu inwazję os i oczywiście dwa razy mnie użądliły - raz w ucho a raz w obojczyk. Bardzo płakałem ale byłem dzielny. A Mama się cieszy, że przynajmniej nie jestem uczulony i nie puchnę. Tego by jeszcze brakowało!
Wreszcie zrozumieli też, dlaczego nie wychodziłem na plaży z namiotu. Słońce mi przeszkadzało, było za jasno tylko nie umiałem im tego powiedzieć. Raz poszliśmy nad morze wieczorem i biegałem, szalałem, moczyłem się do woli! Mama powiedziała: "kamień z serca". A potem kupiła mi takie ciemne okulary. Lubię je nosić, bo łatwiej w nich znieść to światło. Upały się na szczęście skończyły, przyleciały chmurki i już hasam na całego.
Przedwczoraj dojechał do nas Tata, więc jesteśmy już w kompocie. Czy w komplecie. Jakoś tak.

B.



sobota, 4 sierpnia 2018

Z pamiętnika Endorfinek cz.1



Przyjechaliśmy odwiedzić Mokrego Stwora. Okazał się nie taki zimny jak ostatnio, więc pozwoliłem Mamie trochę mnie zanurzyć. Niech ma, niech się cieszy, niech trajkocze, że "wreszcie i Roszek skorzysta!". Co mi tam... Wszystko zniosę byleby dali w spokoju piach zjadać i biegać wzdłuż Stwora.
Tata został na razie w domu. Będzie nam robił w pokoju remanent czy jakoś tak.
R.


Przez całe wakacje jem co chcę! Wyobrażacie sobie? I pierogi, i chlebek, i nawet lody! Mama mówi, że to taki eksperyment czy dieta w ogóle działała. Mi się bardzo podoba bez diety - żyć nie umierać - wreszcie sobie pojem jak człowiek a nie: ciągle tylko jakieś bezgluteny, beznabiały, bezcukry... Ale Mama mówi, że jednak mi to zwykłe jedzenie szkodzi. Ja tam nie wiem, ale rzeczywiście przeraża mnie coraz więcej rzeczy - w domu panicznie boję się żyrandoli i pomarańczowych kubeczków do picia. I wody, niestety, też się boję: i pod prysznicem, i na basenie, i nawet tu - u Mokrego Stwora. Chciałbym bardzo dać mu się polizać po nogach, ale jakoś nie mogę. No boję się i już. Zasnąć w tym drewnianym domku też było straszno, ale na szczęście mam ze sobą wszystkie moje amulety. One mnie ochronią, dlatego nie rozstaję się z nimi na krok!

B.



niedziela, 22 lipca 2018

Czereśnia

Moja wielka miłość do drzew ma swoje źródło już we wczesnym dzieciństwie. Gdy na górskich szlakach coś szło nie po mojej myśli i zmęczenie dawało się we znaki, podobno przytulałam się do drzew i oświadczałam rodzicom dramatycznym tonem, że tylko one mnie rozumieją. Na studiach, gdy mieliśmy za zadanie zaprojektować swój własny nagrobek (tak, tak, nie dziwcie się, to był artystyczny kierunek) - oczywiście zaprojektowałam...drzewo. Do dziś, gdziekolwiek jadę, szukam wzrokiem drzew. Nasz dom otoczony jest drzewami i jakoś nie lubię przebywać tam, gdzie ich nie ma. A gdy mi bardzo, bardzo źle - biegnę w las i przytulam się do nich. Mają potężną moc - łączą ziemię z niebem, korzeniami sięgają tego, co przed nami ukryte, koroną zdobywają przestworza. W ich wnętrzu płyną życiodajne soki, a w swoich słojach kronikują czas, choć dla nich on zupełnie inaczej płynie.. Obdarowują nas życiodajnym tlenem. Czy wiecie, że w lesie drzewa komunikują się ze sobą, ostrzegają się nawzajem?

Mam do tych istot ogromny szacunek i opłakuję każde niepotrzebnie ścięte drzewo.

Odwiedziliśmy dziś Dziadka Henia, czyli endorfinkowego pradziadka. Dziadek dawno temu postawił dom, a w ogrodzie posadził czereśnię... Swoją koroną przykrywa ona cały maleńki ogródek. I fascynuje swoim pięknem. Gdy dorośli rozmawiają na tarasie, Endorfinki zawsze wolą spędzać czas pod czułą opieką czereśni. Dołączyłam dziś do nich. Przypomniałam sobie, jaki spokój i jakie ukojenie daje zielony dach rozpostarty nad głową. I jak pięknie zmienia się światło!

Spróbowałam uchwycić dla Was kawałek tej MAGII....